Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest odpowiedzią twierdzącą. Wszystko jednak zaczyna się od pomysłu, a raczej ich sporej ilości, które dzięki przeprowadzonej burzy mózgów są generowane wśród naszego zespołu lub też samodzielnie przez nas.
To z nich wybieramy ten jeden jedyny, posiadający największy potencjał, a później wprowadzamy go w życie. Powinien być to pomysł z gatunku tych, które wywołują lawinę komentarzy, i sprawiają, że nagle niszowe marki stają się powszechnie znane i wszyscy chcą o nich mówić.
Nikt nie lubi rozmawiać o rzeczach zwyczajnych. Zdecydowanie bardziej wolimy rozmawiać o sprawach, które wywołują emocje i/lub są kontrowersyjne. (więcej…)
Jak próbuje wyjaśnić jeden z ekspertów z dziedziny komunikacji marketingowej, K. T. Dohrmann, każda osoba, która „kupuje” plotkę, przyjmując ją do wiadomości i wierząc (w mniejszym bądź większym stopniu) w jej treść, a następnie ten sam komunikat „sprzedaje” jako własny, pozostaje w przeświadczeniu o prawdziwości przekazywanych informacji. Ów psychologiczny mechanizm wpasowuje się znakomicie w propagowanie przedsięwzięć z dziedziny public relations.
Marketing szeptany z pozoru wydaje się tożsamy z rozgłaszaną w społeczności plotką, jednak jego cele są zgoła odmienne.
Rozpowszechnianie pogłosek, posiadających wątpliwe pochodzenie i niewielką wartość merytoryczną, często mijających się z prawdą, co do zasady niesie ze sobą negatywny ładunek emocjonalny. (więcej…)
Nie od dzisiaj znane jest angielskie powiedzenie „false news travel fast”, które w wolnym tłumaczeniu na rodzimy język brzmiałoby mniej więcej: „Podkoloryzowane plotki rozchodzą się z prędkością światła”.
Jeszcze do niedawna kreowanie oraz rozpowszechnianie plotek postrzegane było negatywnie i nie licowało ze światem dobrych manier czy „kultury wysokiej”, a raczej uważane za przejaw słabości ludzkiego charakteru.
Plotkarstwo automatycznie kojarzy się bowiem większości z nas z tabunami paparazzich, pędzącymi niczym króliki w pogoni za gwiazdami czy raczej za wpadkami i potknięciami tych ostatnich. Przy czym większość owego gwiazdozbioru tworzą – nie czarujmy się – osoby „znane z tego, że są znane”, popularnie określane mianem celebrytów. (więcej…)
Nie da się ukryć, iż marketing szeptany zajmować zaczyna poczesne miejsce w strategiach działań promocyjnych, a składające się nań działania nabierają zarówno coraz większego znaczenia, jak i organizowane są na coraz szerszą skalę.
W tej sytuacji pojawia się jednak i druga strona medalu – otóż z różnych źródeł docierać do nas poczynają informacje o zmanipulowanych komentarzach i opiniach, zamieszczanych na portalach internetowych, a nawet o blogach i całych witrynach z pochlebnymi recenzjami, inspirowanych czy finansowanych przez przedstawicieli producenta danych wyrobów. (więcej…)
Jest takie stare powiedzenie w świecie reklamy:
Opowiedz mi swoją historię lub ktoś inny zrobi to za Ciebie.
Teraz, gdy kanały marketingu masowego podzieliły się, a media społecznościowe rozkwitają, to powiedzenie brzmi bardzo realnie. Ale jak zauważamy, większość firm po prostu nie ma pojęcia, jak to działa
Proste, prawda?
Powiedz ludziom historię jaką chcieliby usłyszeć a powtórzą ją przyjaciołom, rodzinie i obcym na przystanku autobusowym.
Ale czy to naprawdę Twoją historię, ludzie chcą usłyszeć, albo raczej w tym przypadku powiedzieć?
Nie.
Ludzie opowiadają o sobie. Nawet kupując coś, robią to po to, aby powiedzieć coś o sobie. (więcej…)
Jakiś czas temu niezwykłe wydarzenie oszołomiło świat marketingu podczas Międzynarodowego Festiwalu Reklamy w Cannes. Na pokazie pojedyncza marketingowa kampania zgarnęła nagrodę Grand Prix jednocześnie w trzech kategoriach – direct, cyber and PR – coś co nie miało nigdy wcześniej miejsca w ponad pięćdziesięcioletniej historii pokazu. Przeciwnie do tego, co moglibyście oczekiwać, jednogłośnym zwycięzcą tej bezprecedensowej wygranej nie była firma z budżetem reklamowym rzędu milionów, ale mały zarząd Tourism promujący mało znaną wyspę rafy Great Barrier.
Zwycięska kampania to „Best job in the world” i była zasadniczo dużą wyszukiwarką online idealnego pracownika prowadzoną poprzez social media na stanowisko nowego „stróża” wyspy Hamilton w Queensland, w Australii. Stworzona na relatywnie nędznym budżecie marketingowym w wysokości jedynie 1,7 miliona dolarów i zależna od przypadkowego PR oraz przekazu ustnego kampania osiągnęła oszałamiające wyniki, wliczając w to przeszło 34,000 zapisów video od kandydatów z 200 krajów i 7 milionów odwiedzających stronę, którzy wygenerowali blisko 500,000 głosów. (więcej…)